środa, 25 kwietnia 2012

ROZDZIAŁ 10 - TO TY O NICZYM NIE WIESZ STYLES?

Obudziłam się, a koło mnie nie było Harrego. Wystraszyłam się, bo byliśmy w lesie, a wokół nas ani żywej duszy. Wyszłam z namiotu, wcześniej zakładając na siebie ubrania, które Hazza zdarł poprzedniej nocy. Rozciągnęłam się, muszę przyznać, że spanie tutaj nie było wygodne. Zobaczyłam mojego chłopaka, który właśnie parkował samochodem. Podeszłam bliżej do auta, Loczek z niego wyszedł i przywitał się ze mną.
-Gdzie byłeś? - spytałam.
-Pojechałem do miasta po coś ciepłego. Proszę, przywiozłem nam hotdog'i.
-Aha, dzięki. - uśmiechnęłam się.
-O herbacie też nie zapomniałem. Taka jak lubimy. - zaśmiał się, a ja mu zawtórowałam.
Tak, oboje z Harrym nie lubiliśmy kawy.
-No to zjemy i zbieramy się, tak? - spytałam.
-Niestety muszę Ci przyznać rację. Zostałbym tu dłużej, ale o 16 mam próbę.
-A która jest godzina?
-Po 10. Do domu mamy jakieś dwie godziny drogi.
Zaczęliśmy jeść i się wygłupiać. Po skończonym posiłku poszliśmy zbierać namiot, wypompowywać materac. Przebraliśmy się w czyste ciuchy i o 13 byliśmy gotowi do drogi.
Podróż minęła nam dosyć szybko. O 15 Harry zawiózł mnie do domu. Znowu musieliśmy się rozstać na bliżej nieokreślony czas. Wiedziałam, że jego grafik staje się bardziej napięty, a ten wyjazd mógł być jednym z ostatnich w najbliższym czasie. No za tydzień w sumie też spędzimy trochę czasu, lecz na koncercie nie będę się liczyła ja, lecz fanki. Nie, nie mam mu tego za złe. Wręcz przeciwnie. Sama miałam kiedyś swoich idoli i wiem jak to jest. Teraz już chyba z tego wyrosłam i zaczęłam wkraczać  w dorosłe życie.


Następnego dnia, po południe.
*oczami Harrego*

Przyjechałem po Vicky pod szkołę. Chciałem zrobić jej niespodziankę, bo nie wiem kiedy znowu uda nam się być sam na sam. Jej koleżanki mnie okrążyły, lecz ja cały czas patrzyłem na wyjście. I nic. Nie wychodziła. Myślałem, że została na jakimś kółku, więc wykręciłem do niej numer.
"Abonent nieosiągalny"
Szlak by to trafił! Nagle zobaczyłem Alice.
-Hej! - przywitałem się z nią całusem w policzek. - Gdzie Vicky?
-To Ty o niczym nie wiesz Styles? - zawsze mówiła do mnie po nazwisku. Nie lubiłem tak, ale jej nie miałem tego za złe.
-No, ale o czym? - popatrzyłem na nią zdezorientowany.
-Po Vicky przyjechała dzisiaj karetka. Zemdlała na treningu. Właśnie wybierałam się do niej, do szpitala, bo strasznie się martwię.
-Wsiadaj, jedziemy! - krzyknąłem i zaczęliśmy biec do mojego samochodu. Nie obchodziło mnie teraz nic oprócz stanu zdrowia mojej ukochanej.
Po godzinie udało nam się dotrzeć na miejsce, bo były korki. Wparowałem jak tajfun do recepcji i zacząłem nieskładnie mówić do recepcjonistki.
-Proszę Pana, niech pan się uspokoi i powoli powie od początku.
-Może ja to zrobię. - wtrąciła się Alice. - Przywieziono dzisiaj tutaj naszą przyjaciółkę.
-Moją dziewczyną - powiedziałem.
-No i chcemy się dowiedzieć co jej jest.
-Ah tak, chyba kojarzę. Vicktoria tak? - powiedziała pielęgniarka.
-No tak. - powiedzieliśmy równocześnie.
-Jest po badaniach i zostaje na obserwacji.
-Na jak długo? - byłem cały zdenerwowany.
-To zależy od jej stanu zdrowia. Myślę, że to było tylko osłabienie. Więcej wam powie lekarz.
-Możemy ją zobaczyc? - spytałem. Zależało mi żeby ją teraz mocno przytulic.
-Tak, jest w sali 112.
-Dziękujemy. - krzyknęliśmy z Alice i już nas nie było.
Wbiegłem do sali, a tam moja dziewczyna leżała o dziwo uśmiechając. Mocno ją przytuliłem i ucałowałem w czoło.
-Nie strasz mnie tak więcej. - powiedziałem i dalej tuliłem do swojej piersi.
-Spokojnie nic mi nie jest. Mówiłam wam, że to nic takiego. Po prostu źle wstałam i mi się w głowie zakręciło.
-No i byłaś nie przytomna jakieś 5 minut! - powiedziała Alice i również przytuliła moją dziewczynę.
Do sali wszedł lekarz, który oznajmił, że Vicky może wyjść już nawet dzisiaj, ale ma jutro nie iśc do szkoły.
-Pamiętaj uważaj na siebie. Aaa i ze sportem daj sobie na razie spokój. - zwrócił się do niej.
-Ale na jak długo? - widziałem, że nie było zadowolona.
-Przynajmniej na miesiąc.
-Panie doktorze! 3 tygodnie, błagam, ale nie miesiąc. - zaczęła panikować.
-Nie będziemy się licytowac. Teraz miałaś wielkie szczęście, kto wie co może być następnym razem? Widzimy się na co tygodniowej kontroli. - powiedział i opuścił salę.
-Zaopiekuję się Tobą. Codziennie będę Cię odwoził do szkoły i robił zdrowe śniadania. Będziesz piła świeżo wyciskane soki i w ogóle. - powiedziałem.
-Znajdziesz na to czas? - widziałem, że pyta z wahaniem.
-Dla Ciebie zawsze. - powiedziałem i pocałowałem ją w czubek głowy. Miała takie, miękkie i pachnące włosy. Kochałem ten zapach i w ogóle całą ją.
Pojechałem z Vicky do domu, Alice zabrała się z Zaynem, który po Nią przyjechał. Jej Tata był zły, że Vicktoria go o niczym nie powiadomiła.
-Dobrze, że przynajmniej Harrego słuchasz. - poklepał mnie po ramieniu.
-Nie przesadzaj, aż tak posłuszna to ja nie jestem. - odpowiedziała i się do niego uśmiechnęła. Zaczęła krzątać się po kuchni.
-Co robisz? - spytałem.
-Gotuje sobie obiad. Mam ochotę na makaron z sosem serowym.
-Siadaj, ja to zrobię. - powiedziałem i zabrałem się do gotowania.
-Jak to dobrze, że Ciebie mam. - powiedziała i namiętnie mnie pocałowała.

6 komentarzy:

  1. uiwelbiaaam <3 ;**

    OdpowiedzUsuń
  2. eej kiedy dodasz nowy ? :d

    OdpowiedzUsuń
  3. świetny , weź pisz częściej ;3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak będziesz się za mnie uczyła, robiła prace domowe i dodatkowe to będę pisac częściej. :)

      xx

      Usuń