wtorek, 17 kwietnia 2012

ROZDZIAŁ 9 - CIESZĘ SIĘ, ŻE CIĘ POZNAŁAM


-Wstawaj, już 11. - usłyszałam.
-Boże! Co?! - krzyknęłam. Odkąd zaczęłam szkołę najpóźniej wstawałam o 8.

-Przecież od czasu do czasu musisz się wyspać. Co masz innego do roboty?
-Człowieku ja mam maturę w tym roku. Cały czas się do niej uczę! - powiedziałam i wygrzebałam szary dres.
-O nie nie. Dziś sobie odpuścisz. Spędzimy ten dzień razem na łonie natury. Co Ty na to, abyśmy pojechali pod namioty? - spytał.
Nie wiedziałam co mam zrobić, czy zgodzić się czy też nie, ale chyba miał rację.
-No okej, ale dziś? - odpowiedziałam z wahaniem.
-Tak. Spakuj jakieś swoje rzeczy, po drodze pojedziemy do mnie po namiot i jakieś śpiwory.
-Śpiwór mam.
-No to weźmiemy jeszcze jakiś materac i już. - napalił się Harry.
Ubraliśmy się szybko, zeszliśmy na dół i oznajmiliśmy mojemu tacie nasze plany.
-Jejku, nie mogę się przyzwyczaić, że już nie jesteś malutką dziewczynką. Jedź i uważaj na siebie. A i masz trochę kasy. - tata wyjął portfel i po dłuższym zastanowieniu dał mi swoją kartę kredytową. - Tylko tam nie szalej. - powiedział i się uśmiechnął.
-Dzięki, kocham Cię, ale chyba nie będzie mi potrzebna na odludziu. - odparłam i pocałowałam tatę w policzek.
-A ja czemu nie dostałem żadnych pieniędzy? - spytał Tony.
-Oj nie marudź. - powiedział nasz tata.
Objęłam Harrego i wyszliśmy z moją torbą z domu. Pojechaliśmy do niego, wzięliśmy jego rzeczy, a potem do supermarketu kupić jakiś prowiant.
-Dokąd dokładnie jedziemy? - spytałam gdy już siedzieliśmy w samochodzie.
-Zobaczysz. - uśmiechnął się. - Niespodzianka. - zrobił się tajemniczy.
Nie ciągnęłam dalej tematu tylko patrzyłam w szybę. Potem zaczęłam śpiewać, a po dwóch godzinach dojechaliśmy na miejsce. Było tam cudownie.
-Skąd Ty wytrzasnąłeś to miejsce? - spytałam.
-Podoba Ci się?
-Oszalałeś!? Tu jest fantastycznie!
-Kiedyś tu przyjeżdżałem z rodzicami. Zawsze uwielbiałem to miejsce. No, ale nie ważne. Chodź rozbijemy namiot i napompujemy materac. Potem poszukamy jakiś kijów na ognisko.
-Okej.
Zaczęliśmy siłować się z namiotem, potem Harry wyciągnął pompkę z samochodu i pompowaliśmy materac. Gdy się z tym uporaliśmy poszliśmy do lasu szukać drewna. Było już trochę ciemnawo i przyznam, że się trochę bałam. Złapałam mojego chłopaka za rękę i nawet mi się śniło jej puścić.
-Nie bój się. - zaśmiał się. - Jestem z Tobą i Cię zawsze obronię. - powiedział, a ja się lekko uśmiechnęłam.
-Cieszę się, że Cię poznałam. - powiedziałam nagle.
-Ja też się cieszę. - uśmiechnął się i ukazały się jego wspaniałe dołeczki. -Co robisz za tydzień w sobotę? - spytał.
-Pewnie będę siedziała i się uczyła.
-A możesz znowu zrobić wyjątek i przyjść na mój koncert? Proszę, bardzo mi zależy żebyś tam była.
-Jeżeli dla Ciebie to takie ważne, to przyjdę.
-Cudownie! - krzyknął. -Dobra chyba starczy tych badyli. Wracamy.
Gdy udało nam się rozpalić ognisko, wyciągnęliśmy żelki i zajadaliśmy się nimi. Mieliśmy jeszcze mnóstwo chipsów, coli i takiej tam nie zdrowej żywności.
-Wiesz, bo ja tak sobie myślałem, że ja w sumie znam Twojego tatę, to chciałbym, abyś Ty poznała moją mamę. Co Ty na to?
-Nie wiem, zaskoczyło mnie to. Jeżeli uważasz, że jestem odpowiednią osobą, aby przedstawiać mnie najważniejszej dla Ciebie osobie to z miłą chęcią. - powiedziałam i lekko się uśmiechnęłam.
-Uff. Bałem się, że się nie zgodzisz.
-Czemu tak myślałeś?
-Nie wiem, po prostu. Ty też jesteś dla mnie najważniejsza. - powiedział i lekko się przybliżył. Nasze usta dzieliły milimetry, ale my patrzyliśmy sobie głęboko w oczy.
-Kocham Cię. - wyszeptał.
-Ja Ciebie też. - odpowiedziałam i namiętnie go pocałowałam.
-Chodź do namiotu. - poruszył cwaniaczkowato brwiami.
-Ale po co? - udawałam, że nie wiem o co mu chodzi.
-Przekonasz się jak pójdziesz.
-A jak nie pójdę?
-To zostawię Cię tutaj samą i nie wpuszczę do namiotu.
-Na prawdę byś to zrobił? - spytałam pół żartem, pół serio.
 -No jasne! - krzyknął.
-Harry! - oburzyłam się i rzuciłam lekko w niego kamykiem.
-Żartowałem. - zaśmiał się. - No chodź, jest już późno, jestem zmęczony. - zaczął przecierać oczy.
-No idę, idę.
Weszłam do namiotu i weszłam do swojego śpiwora. Obróciłam się plecami do Harrego, bo również byłam zmęczona. Nagle poczułam na szyi pocałunki Hazzy.
-Zmęczony byłeś. - zaśmiałam się, bo łaskotało mnie to.
-Na to nigdy nie jestem zmęczony. - powiedział i nie przestawał mnie pieścić.
-Oj Harry. - odwróciłam się twarzą do niego i namiętnie pocałowałam. Wylądowałam na nim i nie przestawaliśmy się całować. Kolejna noc, którą mogę zaliczyć do najbardziej udanych ...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz